Main
- Start
- Forum
- System Chatów
- Nasza Karczma
- Linki

RPG

- Co to jest?
- dla MG [10]
- dla Graczy [5]
- Inne [11]

Opowiadania

Galerie

Klan


Partnerzy
- Polecamy Valkirię

Toplisty
- Cmentarzysko
World of Silizard
Online: 0

Jak tam wejść?
1. Stwórz postać.
2. Ściągnij klienta.
3. Zaloguj się
4. Wybierz miejsce (ikonka mapy).
Twoje konto
Nick:
Hasło:
Ostrza: 4299 pkt.
 
Kapituła: 4129 pkt.
 
Krystaliczni: 3965 pkt.
 
SFPP: 2067 pkt.
 
 
















Chcesz wiedzieć kim my tak naprawdę jesteśmy?
Handel alkoholem to tylko jedna strona medalu... Ta jaśniejsza...
Nikt nie zna całej prawdy o nas...
"Alkohol pity w miarę nie szkodzi nawet w dużych ilościach."





Witaj przybyszu!
Chcesz się dowiedzieć czegoś o anszej frakcji tak? hmm... Myślę, że moge Ci co nieco pokazać. Widzisz tą półkę z książkami? To są dzienniki oraz dokumenty frakcyjne do uzytku publicznego. Uzupełniamy je na bieżąco więc na pewno znajdziesz tam to czego potrzebujesz.
Tak więc weź sobie kilka tomów i usiądź, a ja skocze po jakiś dzban piwa.


[+] Najważniejsze oficjalne informacje o SFPP
[-] Najważniejsze oficjalne informacje o SFPP


Główne cele:

  • Handel i produkcja alkoholu

  • Obsługa karczm

  • Oraz pozostałe cele własne



Członkowie:

  • Kupcy i handlarze

  • Karczmarze

  • inni...



Posiadane prawa i obowiązki:

  • Monopol na handel alkoholem i innymi używkami

  • Obowiązek obsługiwania klientów w karczmach Silizardu

  • Każdy członek frakcji czuwa nad przestrzeganiem klimatu w pokojach tego wymagających



[+] Mundury
[-] Mundury


Członkowie Silizardzkiej Frakcji Przyjaciół Piwa nie wyróżniają się z tłumu. Jednak posiadają swój mundur. Składa się on z następujących elementów;


- Czapa Wodza - z wyglądu przypominająca turban, opatrzona dużym srebrnym emblematem w kształcie kufla z Piwem (Piwo rzecz święta piszemy wielką literą), zarezerwowana jest dla przywódców frakcji

- Przepaska - zwykle koloru białego, noszona na czole, ramieniu bądź w innym widocznym miejscu. Przepaska jest opatrzona trzema symbolami; krasnoludzkim runem piwnym (jego treść znają tylko członkowie frakcji), kufelkiem oraz stopniem/rangą posiadacza. Jest to jeden z przedmiotów który jest noszony przez członków SFPP na co dzień (choć i tu zdarzają się wyjątki)

- Szarfa - Element galowy, składa się z dwóch pasów połączonych masywną spinką, na której widnieje herb frakcji, wykonana z drogich materiałów

- Pas - właściwie trzy pasy połączone w jeden, skórzane.

- Buty - wysokie, z charakterystycznie zadartymi noskami, charakterystyczna jest podeszwa twarda na pięcie oraz karbowana w tymże miejscu, dlatego buty pozostawiają dość rzucające się w oczy ślady

[+] Kodeks Piwosza
[-] Kodeks Piwosza



1.Na suche gardło nie ma co gadać.
2.Lepsze Piwo w kuflu niż wino w baryłce.
3.Dobre wino/Piwo nie jest złe.
4.Na bezpiwiu i gorzałka Piwem.
5.Nie pożądaj Piwa z nie twego kufla (chyba że jesteś naprawdę spragniony)
6.Każde Piwo ma swoją dusze.
7.Najpierw wypij potem wal.
8.Żadne Piwo nie śmierdzi.
9.Świat jest piekny - po pijaku.
10.Piwo jest twym najwierniejszym spowiednikiem.
11. Piwo rzecz święta piszemy wielką literą



[+] Pałac SFPP
[-] Pałac SFPP


No gdzie się podziewa ten trep? Ach tu jesteś! To tobie mam pokazać siedzibę piwoszy tak? W takim razie za mną.

Widzisz ten budynek na lewo od wieży Kapituły? Tak tak ten z "cebulowatymi" kopułami, to jest właśnie nasz cel. Czemu taki kolorowy? Nie wiem, ale jego twórca musiał mieć świra na punkcie krzykliwych barw, w każdym razie ciężko przeoczyć coś takiego.

I jesteśmy. Robi wrażenie co? Budynek liczy sześć kondygnacji, trzy "w górę" i trzy w podziemiach. W takim razie wejdźmy do środka. Czujesz tą woń złocistego trunku bogów? Wszystko jest nią tutaj przesiąknięte - od dywanów przez gobeliny na ścianach, aż po poddasze.

Znajdujemy się teraz w głównej hali, to właśnie tu ubija się interesy z gorzelnikami, karczmarzami i innymi potrzebującymi naszych usług. Że czego? Drzwi ani schodów nie widzisz? Budowniczy siedziby był zapewne gnomem i nie do końca miał równo pod czerepem, tak więc nie ma tu klasycznych przejść. Dalej nie rozumiesz? No to stań na tamtym wzorze i naciśnij gobelin. Jej jej nie krzycz już! Nigdy nie jechałeś gnomią windą? Aha no to już jechałeś.

Tymczasem jesteśmy w magazynie ponad gorzelnią. W tych beczkach znajdują się najprzedniejsze trunki jakimi Silizard może zaszczycić swych gości. W tamtym kącie leżakuje sobie na przykład Everquest. No to teraz na górę. Pytasz czemu nie zejdziemy na dół do gorzelni? Ano dlatego iż procesy produkcji alkoholi są owiane tajemnicą. Ponadto pod gorzelnią znajduje się sieć kanałów, którymi można się dostać do dowolnego miejsca w mieście - o ile umiesz poradzić sobie z mieszkańcami ścieków. Kiedyś słyszałem, że istnieje nawet kanał prowadzący do sypialni najstarszej, ale to pewnie tylko głupia plotka.

No dobrze więc teraz pokażę ci nasze komnaty mieszkalne. Wolisz schodami? Nie ma problemu, przekręć tylko tamtą lampę. Tutaj znajdują się nasze jadalnie, sypialnie i komnaty mieszkalne. Te stare drewniane stoły przeżyły niejedną biesiadę. Jest to także miejsce w którym często obchodzimy nasze święta narodowe.

Zapraszam na kolejne piętro. Widzisz te wszystkie kukły i tarcze? To właśnie sala treningowa frakcji. Czemu widzę zdziwienie na twej twarzy? Wszak Piwosze muszą umieć o siebie zadbać. Ściany w tej części budynku są odpowiednio grubsze i mocniejsze także nawet magowie mogą się trochę powyżywać - w granicach rozsądku oczywiście.

No to lecimy dalej - w sensie wyżej. Aktualnie znajdujemy się na najciekawszym - moim zdaniem - piętrze. Te wszystkie fiolki, menzurki, retory i cała reszta sprzętu powinny ci dać jasno do zrozumienia, że mieści się tu laboratorium. Wszyscy członkowie frakcji pracują tu nad ulepszaniem receptur Piwa, win, wódek i innych nawet nie masz pojęcia jakich trunków. Nie myśl nawet żeby coś stąd świsnąć, bo to pomieszczenie jest strzeżone lepiej niż skarbiec na królewskim zamku.

No dobra i ostatnie pomieszczenie, znowu wspinaczka po schodach. Ej trepie co robisz? Liczysz stopnie? Nie zgadza się? W jakim sensie? Aha. Bystrzak z ciebie, nie powiem. Faktycznie te dwa piętra dzieli większa ilość schodów bo... jest tu sekretne piętro. Mieści się tam archiwum frakcji, ale dla twojego dobra powiem ci nie interesuj się zbytnio tą sprawą. Zaraz co my mieliśmy zrobić? Ach tak, zatem do sali narad.

Zatyka co? Kryształowy stół, rzeźbione kamienne siedziska, a ten tron jaśnie najpiwniejszego. Serce rośnie gdy patrzy się na tą komnatę, po prostu dzieło sztuki.

Dobra zobaczyłeś co miałeś zobaczyć, a teraz zmywaj się. Wolisz windę czy schody?

[+] Projekty i zadania jakimi zajmuje się frakcja
[-] Projekty i zadania jakimi zajmuje się frakcja


Księga Pieśni Biesiadnych - Spis piosenek i gawęd, które mogą umilic gością przebywanie w karczmie oraz biesiadowanie.

Wielka Księga Trunków - Księga zawierająca masę przepisów na alkohole. Wszystkie one uzyskają zatwierdzenie Najstarszej, i będą jedynymi legalnymi przepisami w Silizardzie. Produkcja innych rodzajów trunków będzie niezgodna z prawem.


[+] Budynki miejskie będące własnością SFPP
[-] Budynki miejskie będące własnością SFPP


KRAMY MONOPOLOWE

Alkohol w Silizardzie nie zawsze musi mieć związek z karczmami, oberżami czy Tawernami. Mieszkańcy często organizują własne uczty i libacje, na których bez wszelakich trunków ani rusz. Dlatego SFPP otworzyło w całym mieście sieć kramów monopolowych, oferujących szeroki wybór najróżniejszych trunków. Każdy takowy kram to mały budynek (ewentualnie składany stragan – a tych w Silizardzie pełno) z dużą ladą oraz zapleczem. Gdy tylko się wejdzie do środka nozdrza atakuje słodki zapach trunków. Na różnego rozmiaru półkach porozwieszanych na wszystkich ścianach, stoją butelki, flaszki, słoiki i inne naczynia napełnione różnymi alkoholami. Kupujący mają możliwość uprzedniego skosztowania każdego z trunków (oczywiście w symbolicznych ilościach). Na zapleczu zaś znajdują się skrzynki z pełnym asortymentem danego kramu. Ma ono dwa wejścia: z zewnątrz (dla powozów dowożących towar) i ze sklepu (dla sprzedawcy). Oba są zamykane na krasnoludzka kłódkę. Kram monopolowy jest czynny tylko za dnia (choć istnieje kilka specjalnych – strzeżonych – kramów czynnych także nocą). Na jego obsługę składają się z reguły dwie osoby: magazynier i sprzedawca. Pierwszy z nich dba o wyładunek towaru dostarczanego przez powozy z rozlewni, a drugi za szybkie pozbywanie się trunków (oczywiście w odpowiedni sposób przynoszący dochód). Wokół kramów monopolowych często kręcą się strażnicy miejscy, bowiem miejsca te są często celem napadów (trudno się dziwić – wszystkie alkohole w magazynie są warte masę dukatów). Z tego tez powodu okna przyozdabiają grube kraty antywłamaniowe.
Jak dotąd kramy monopolowe cieszą się dużym zainteresowaniem mieszkańców. Problem może jedynie stanowić wzrost osób spożywających alkohol w miejscach do tego nieprzeznaczonych...


WINNICE

Winicie Silizardu znajdują się kilkanaście minut drogi za miastem. Przypominają bardziej plantacje o dużej powierzchni. Długie rzędy winorośli, drzewka wiśniowe, jabłonki i inne rośliny owocowe zakrywają prawie całkowicie duży budynek winnicy położony w środkowej części. Grube kamienne ściany, małe okienka i szpiczasty dach ze strzechy – tak można go najkrócej opisać. Najwięcej pracy jest tutaj w okresie letnim – kiedy drzewa i krzewy obrodzą w owoce.

Winnica zajmuje się w sumie 15 osób. Choć na czas zbiorów najmowana jest młodzież z okolicznych wiosek, która zrywa owoce. Wbrew pozorom praca w winnicy nie jest łatwa. Wszystkie owoce trzeba przełożyć do baniaków, czasem ugnieść, przetransportować... Najżmudniejszym procesem jest sama produkcja wina, które spokojnie fermentuje w ogromnych baniakach. Na samym końcu jest przelewane do beczek i przewożone do rozlewni.

Wewnątrz winnicy panuje bardzo duszna atmosfera i wznosi się odór fermentujących owoców. Można wyróżnić trzy pomieszczenia: magazyn (gdzie znajdują się zapasy cukru, drożdży oraz beczki z winem czekające na odbiór), fermentownia (gdzie stoją baniaki z fermentującymi owocami) oraz pracownia (gdzie owe baniaki są napełniane, a owoce przebierane i myte). Wystrój wszystkich jest dość surowy, bowiem nie są tu potrzebne, żadne szafki, półki, żyrandole czy dywany... Jedynie w pracowni znajduje się kilkanaście dużych balii, stolików i pustych baniaków.


KARCZMY

Silizard, jak każdemu wiadomo jest miastem dużym i pięknym. I jak w każdym dużym i pięknym mieście jest tutaj kilka dobrych gospód, w których zatrzymać może się każdy mieszkaniec, jak i przejezdny. Trudno ominąć Karczmę (Znana i lubianą) „Zielony Kamyk”, gdyż jest to główna, największa i najnowocześniejsza oberża w mieście.
Prócz „Kamyka” w Silizardzie pobudowano siedem innych, mniejszych karczem. Na pierwszy, jak i na setny rzut oka wydają się bardzo do siebie podobne. I na pewno nikogo nie zaskoczę mówiąc, że rzeczywiście są niemalże identyczne. Pobudowane na planie prostokąta, wielkości nieprzekraczającej 55 metrów kwadratowych. Są do dwu- lub trzypiętrowe murowane budynki, wyróżniające się od kamienic miejskich jedynie dużymi i rzucającymi się w oczy, kolorowymi szyldami. Po przekroczeniu progu pierwszej, lepszej oberży znajdziemy się w głównej sali, gdzie najwięcej miejsca zajmują stoły (jest ich w zależności od wielkości karczmy, od czterech do sześciu), przy nich, oczywiście, nie brakuje krzeseł. Naprzeciw wejścia (lub też z boku) w każdej gospodzie jest szeroka lada, za którą gości obsługuje uprzejmy karczmarz, bądź też młoda kelnerka. W rogu karczmy obowiązkowo musi być kominek, wesoło trzaskający ogniem oraz szeroka, wygodna kanapa.
Gospody w Silizardzie oferują również wynajem pokoi. Za niewielką opłatą podróżni mogą spędzić noc w skromnym, acz przyjemnym pomieszczeniu. Znajdą tam łóżko z ciepłym kocem, jak i niewielka biblioteczkę, komodę do własnej dyspozycji oraz stoliczek z krzesłem. A rano – każda gospoda oferuje ciepłe śniadanie upichcone przez dobrych kucharzy. Prócz tego zakupić można pyszny obiad, jak i wspaniałe trunki produkcji Silizardzkiej Frakcji Przyjaciół Piwa, która słynie ze sprzedaży najlepszych alkoholi całym mieście. Wieczorami możliwe jest, że napotkamy na barda, który zabawia gości piosnką lub opowieścią.

Wyposażenie przeciętnej karczmy w mieście Silizard:
- od czterech do sześciu stołów (1x1m)
- od trzydziestu dwóch do czterdziestu krzeseł
- od trzech do sześciu stołków barowych
- jedna bądź dwie kanapy
- jeden kominek
- od czterech do ośmiu łóżek jednoosobowych
- od czterech do ośmiu biblioteczek
- od czterech do ośmiu komór
- od czterech do ośmiu okrągłych stoliczków
- od ośmiu do dwunastu wysokich półek kuchennych

Położenie karczem w mieście Silizard
- Karczma pod Złotym Rogiem – w północno-zachodniej części miasta, za świątynią
- Karczma Motylek – po wschodniej części Zamku Silizardzkiego.
- Karczma pod Tępym Toporem – tuz przy rynku, we wschodniej części miasta
- Karczma Zalany Krasnal – w dzielnicy handlowej
- Karczma Koguci Grzebień – W południowo- zachodnim krańcu miasta
- Karczma pod Tiarą Czarodzieja – Tuż pod wieżą Kapituły


BROWARY

Jak sama nazwa wskazuje "Browar" jest zakładem zajmującym się produkcją piwa. W każdym większym mieście znajduje się minimum jeden taki zakład. W zależności od funduszy, mniejszy bądź tez większy. Silizard należy do grona miast z tymi większymi Browarami. Na terenie naszego miasta znajduje się jeden taki zakład. Ulokowany jest przy wschodniej bramie. "Malutki" bo tak pieszczotliwie nazywają go mieszkańcy miasta. Na browar ten składa się kilka budynków. Wszystkie zbudowane są z czerwonej cegły. Na dachu każdego ulokowany jest komin z którego niemalże cały czas wylatują opary. Każdy z tych budynków ma swoje cele. Tak wiec w jednym znajduje się Słodownia, w której wytwarza się niezbędny produkt do wytworzenia piwa. Innym budynkiem jest Warzelnia w której to przygotowywane są brzeczki. No i odpowiednio:
-fermentownia
-leżakownia
-filtracja
-rozlewnia.
Każdy z tych budynków jest niezwykle potrzebny do wyprodukowania najwspanialszego trunku jakim jest piwo. Teren zakładu jest pilnie strzeżony przez kilkunastu funkcjonariuszy i najemników. Obręb jego natomiast jest ogrodzony (w zależności od naświetlenia ulic - Wiadomo im ciemniej tym niebezpieczniej) kamiennym murem lub drewnianym płotem. Każdy, nawet przejezdny będzie w stanie wskazać ulokowanie owego zakładu, gdyż tylko tam w powietrzu tkwi przyprawiający o uśmiech na twarzy zapach warzonego piwa.


GORZELNIE

Silizard byłby dziwnym miastem gdyby nie posiadał ani jednej gorzelni. I był takowym do czasu, aż SFPP nie wzięła sprawy produkcji alkoholu w swoje ręce. Po niespełna miesiącu w mieście uniósł się słodki zapach spirytusu, a mieszkańcy porzucili importowane krasnoludzkie wypalacze gardeł. Silizardzkie gorzelnie nie były jakimiś molochami. Ot nieduże budynki z malutkimi okienkami, wykonane z wypalanej krasnoludzkiej cegły i pokryte osmoloną, czarną dachówką. Na pierwszy rzut oka nie wyróżniały się wśród innych budowli. Ale uważny obserwator mógł zauważyć obłoki pary wydobywające się przez szpary drzwi oraz komin. Ponadto wystarczało zbliżyć się do budynku na odległość dziesięciu kroków by w nozdrza uderzył ten aromat – dla niektórych cudowny, a dla innych koszmarny. Dlatego też gorzelnie budziły mieszane uczucia wśród osób mieszkających w pobliżu.

Wewnątrz każda gorzelnia posiada bardzo rozbudowaną aparaturę zwieńczoną dwoma ogromnymi zbiornikami. W jednym z nich umieszcza się surowce skrobiowe (zboże lub ziemniaki) a w drugim otrzymuje 90% alkohol etylowy. Produktem ubocznym jest wywar gorzelniczy, który regularnie wywozi się w góry daleko za miastem. Rocznie każda z takich gorzelni produkuje 2 mln litrów spirytusu.
Gorzelnia składa się zazwyczaj z trzech pomieszczeń: produkcyjne (z wcześniej wspomnianą aparaturą), składowe (gdzie trafiają beczki z czystym alkoholem) oraz służbowe (załatwiane są tam sprawy papierkowe. Jest to także pomieszczenie dla pracowników). Drzwi wejściowych strzeże portier, który nie wpuszcza nikogo bez specjalnej przepustki. Z tyłu budynku znajdują się drugie, dużo większe drzwi wraz z podjazdem dla powozów, które odbierają spirytus.

Pracownicy gorzelni to zazwyczaj 20 osób, które pracują na dwie zmiany (po 10 osób na każdą zmianę). Wśród nich można wyróżnić: 1 portiera, 2 magazynierów, 6 gorzelników, 1 nadzorcę (biurokratę). Zazwyczaj gorzelnie nie dysponują własnym transportem, choć zdarzają się wyjątki. Takowe powozy poza woźnicą mają też zapewnioną dwu- lub trzy- osobową ochronę w postaci najemników.

W chwili obecnej nasze miasto liczy już pięć gorzelni. Są one rozrzucone po wszystkich dzielnicach. Każda przynosi pewny dochód. Po odliczeniu podatków SFPP, która jest właścicielem owych budynków otrzymuje całkiem konkretne sumy.


ROZLEWNIE TRUNKÓW

Spirytus, wino i piwo nie są od razu po wyprodukowaniu w karczmach (no może w przypadku piwa bywają wyjątki). Najpierw trafiają one do rozlewni, gdzie są ulepszane oraz modyfikowane. W Silizardzie można znaleźć zaledwie trzy rozlewnie, co jednak nie znaczy, ze jest ich zbyt mało. Wręcz przeciwnie – doskonale radzą sobie z przetwarzaniem alkoholi jakie do nich trafiają.

Każda silizardzka rozlewnia jest zbudowana z grubych betonowych ścian wzmocnionych dużą ilością kamieni. Nie posiada okien, a dwie pary drzwi są nadzwyczaj dobrze uszczelnione. Wszystko to sprawia, że zwykły zjadacz chleba nie ma najmniejszego pojęcia co się dzieje za ścianami budynku. Dach rozlewni jest pokryty czerwoną dachówką, a mały metalowy komin zwieńczony stożkowatym daszkiem. W porównaniu z innymi budynkami rozlewnia jest nadzwyczaj duża.

Wewnątrz zazwyczaj panuje duży gwar i zaduch. Ze względu na brak portiera drzwi są zamykane na klucz, a goście są witani przez sekretarza, który korzysta do tego ze specjalnej malutkiej zasuwki. Rozlewnia składa się z pięciu pomieszczeń. Cztery z nich służą do przygotowywania trunków (jedno do winnych, jedno do piwnych i dwa do gorzelniczych). Ich wyposażenie stanowią długie stoły z masą butelek, fiolek i probówek oraz aparaturami alchemicznymi. Każde posiada także kilka pieców z ogromnymi zbiornikami na płyny (tudzież trunki). Ściany są zazwyczaj pokryte skomplikowanymi wzorami chemicznymi, jakie pracownicy wypisywali kredą dla przypomnienia. Piąte najmniejsze pomieszczenie jest jednocześnie korytarzem, na którego obu końcach znajdują się wrota (jedne dla powozów przywożących i odwożących towary i jedne dla gości). Przy mniejszych stoi duże biurko – miejsce pracy sekretarza. Spisuje on raporty z wyprodukowanych trunków oraz ich transportu. Ponadto jest swego rodzaju nadzorcą całej rozlewni.

Pracownicy rozlewni to duża (20-osobowa) grupa ludzi. Pracują oni często nawet po 12 godzin. Do ich obowiązków należy głównie realizowanie przepisów na trunki dostarczanych przez karczmy w mieście (a tym samym i SFPP). Robią to poprzez mieszanie najróżniejszych składników (owoców, warzyw, miodu, mleka itp.) z alkoholem. Efekty końcowe czasem zadziwiają nawet ich samych.

Każda rozlewnia dysponuje trzema dużymi powozami zaprzęgniętymi w rosłe i silne rumaki. Podróżują one między fabrykami w Silziardzie i zwożą potrzebne składniki. Ciąży na nich nadzwyczaj duża odpowiedzialność – bowiem są najważniejszymi trybikami w całej tej maszynie, zwanej powszechnie produkcją alkoholu. Ponadto każda rozlewnia posiada jeden duży powóz zaprzęgnięty w cztery konie. Służy on do realizowania zamówień karczm – rozwozi gotowe trunki.

Położenie rozlewni w Silizardzie jest gruntownie zaplanowane. Znajdują się one jak najbliżej gorzelni, browarów i winnic – tak aby transport między tymi budynkami był jak najmniej kosztowny. Tak czy owak intrygują one wielu mieszkańców. Ciekawskie spojrzenia przechodniów są tu na porządku dziennym. Tak samo jak karcące je, groźne spojrzenia najemników chroniących powozy transportujące alkohol.


MAGAZYNY

W obrębie murów miejskich znajdują się dwa magazyny. Są to niewielkie, acz wysokie budynki zbudowane na planie prostokąta. Na fundamencie z bloczków wapiennych, osadzono ceglanie ściany. Dach pokryto czerwoną dachówką. Wąskie łukowate okna są zakratowane, a w razie niebezpieczeństwa pełnią role strzelnic. W jednej z krótszych ścian znajdują się niewielkie metalowe wrota.

Wchodząc trafia się do niedużego pomieszczenia, w którym panuje ruch i gwar. Cały czas widać tragarzy przenoszących towary z i do wozów na zewnątrz.. Po prawej znajdują się niewielkie pomieszczenia administracji. Resztę powierzchni zajmuje, podzielona na dziesięć części, powierzchnia składowa. Pod magazynem znajduje się kilka poziomów piwnicy. Większość towarów jest składowana właśnie tam, ponieważ w mieście nie ma miejsca na stawianie obszernych magazynów. Jednak jest to jedna z zaleta tych magazynów, gdyż dzięki chłodowi panującemu w piwnicach towary spożywcze nie ulegają rozkładowi.

Pozostałe trzy magazyny znajdują się na podgrodziu. Są to długie i szerokie konstrukcje, także oparte na planie prostokąta. Wysoka podmurówka wykonana z bloczków piaskowca, spojonych zaprawą. Ściany zbudowane z wysokiej klasy drewna budowlanego. Budulec taki uzyskuje się ścinając odpowiednie drzewa, w te kilka nocy w roku, kiedy księżyc jest w odpowiedniej fazie. Następnie deski leżakują w odpowiednich warunkach przez kilka lat. Takie drewno potem się nie pali. Dach jest pokryty gontem. W krótszej ścianie znajdują się wrota szerokie na 1,5 wozu.

Wchodząc trafia się do sporego pomieszczenia, w którym nieustannie trwa załadunek i rozładunek wozów. Po lewej stronie znajdują się pomieszczenia zajmowane przez Kierownika i skrybę. Pozostała cześć magazynu to powierzchnia składowa. Pod nią znajduje się niewielka piwnica, w której składowane są co cenniejsze towary.


We wszystkich pięciu magazynach zatrudnione jest w sumie ok. 75 osób.
W każdym magazynie zatrudnionych jest:
• Od 2 do 3 Stróżów Nocnych, pilnujących magazynu nocą, gdy jest on zamknięty.
• 2 magazynierów, zawiadujących załadunkiem i rozładunkiem. Odpowiadają oni również za optymalne rozmieszczenie towarów.
• Kierownik, główny zwierzchnik, odpowiedzialny za tzw. Całokształt.
• Od 8 do 10 tragarzy, zajmujących się transportem towarów w obrębie magazynu.

Ceny za wynajęcie 1 m2 (do 3m3 towaru) powierzchni składowej:
• Miasto - 1 dukat za dobę.
• Podgrodzie 0,5 dukata za dobę.







Chciałbyś poznać członków SFPP? Przykro mi, ale teraz zapewne mają pełne ręce roboty. Moge Ci za to pokazać ciekawą księgę. Każdy uczeń przyjęty do frakcji, żeby awansować musi opisać jeden dzień ze swojego życia. Niektóre publikacje są nadzwyczaj ciekawe. Sam zobacz!

[+] Veena
[-] Veena




Veena - Oberżystka (Po odbyciu niezbędnych praktyk w winnicach, browarach i gorzelniach rzemieślnik awansuje do stopnia oberżysty. Jego obowiązki zmieniają się diametralnie. Nie uczestniczy już w procesach produkcyjnych. Częściej zaś odwiedza magazyny oraz karczmy. Czuwa nad stanem piwniczek karczemnych, kontroluje zaopatrzenie magazynów oraz co najważniejsze – sprzedaje alkohol. )


Dzień z życia Veeny, oberżystki Silizardzkiej Frakcji Przyjaciół Piwa oraz kapłanki w świątyni Silizardu.

6:03

Veena obudziła się, jak zwykle dość wcześnie. Ubrała się szybko w to, co akurat było pod ręką, przeczesała włosy palcami, bo po cóż szukać grzebienia i zeszła na dół. Na dół znaczy do głównej sali w karczmie, bo sama mieszka przecież w jednym z karczemnych pokoi. Zielony Kamyk, jak co dzień o tej porze był pusty. Kobieta zaparzyła sobie mocną herbatę, a po jej wypiciu udała się do piwnicy, by sprawdzić, czego brakuje i sporządzić listę tych rzeczy. Gdy to zrobiła zajęła się sprzątaniem (dość ogólnikowym z resztą) całej gospody.

8:35

Ruch w karczmie nadal był zerowy, więc Veena spokojnie mogła zostawić nową kelnerkę samą, udzielając jej oczywiście uprzednio wszelakich rad dotyczących zachowań w najbardziej nawet ekstremalnych sytuacjach. Sama zaś powędrowała na drugi koniec miasta do magazynu Silizardzkiej Frakcji Przyjaciół Piwa, a cała ta podróż po to, by, jak co tydzień rozprowadzić alkohol, po całym Silizardzie.

9:12

Dopilnowanie, by na wozach znalazło się to, co trzeba było dość trudnym zadaniem, jednak poradziła sobie z tym świetnie. A to na kogoś nawrzeszczała, a to komuś przedzwoniła przez łeb czymś, co było pod ręką. Dzięki temu załadunek przebiegł sprawnie i bez większych trudności – nie licząc kilku rozbitych butelek, (za co sprawcy zostali ukarani bezzwłocznie i surowo), zagubienia się jednego z raczej niezbędnych pomocników i kilku innych drobnych usterek. Około trzydziestu minut później dwa wozy wypchane po brzegi trunkami ruszyły jedną z głównych dróg w mieście. Oberżystka wreszcie znalazła moment, by zjeść śniadanie, w którym oczywiście i tak jej przeszkodzono.
- Pani, ten, tego…Pani Vie…Eee…
- Veeno.
- Właśnie.
- Co znowu?
- Wjechaliśmy w błoto.
- Wspaniale.
- E…aha…A co teraz?
- Ku…Jak można w środku cywilizowanego miasta, na normalnej drodze wjechać w błoto?
- Nie wiem, pani…eee…Wieeno. Bo to po tym deszczu…
- O Bogowie, strzeżcie mnie przed głupotą tych ludzi!
Na szczęście wypadek okazał się wyolbrzymiony przez mało inteligentnego pomagiera i „podróż” została rychło wznowiona.

12:43

Veena, gdy już dostarczyła alkohole do wszystkich oberży w mieście usatysfakcjonowana (w pewnym stopniu, chociaż) wróciła do Zielonego Kamyka i z zadowoleniem stwierdziła, że nowa kelnerka poradziła sobie znakomicie, tj.: nic nie uległo zniszczeniu, był porządek i panował ogólny spokój. Może to, dlatego, że od rana w karczmie ruch nie był zbyt duży, a właściwie nie było go wcale. Nieco zmęczona pozwoliła sobie na półgodzinny odpoczynek oraz zapoznanie się z najnowszym wydaniem Kuriera Silizardzkiego. Po tejże przerwie postanowiła przebrać się i odwiedzić świątynię. Tam, jak każdego dnia odmówiła modlitwy, spędziła chwilę wśród młodych kapłanów i kapłanek, którzy, trzeba przyznać, lubili słuchać, co ma do powiedzenia.

14:05

Veena z powrotem zjawiła się w Zielonym Kamyku, by po raz drugi tego dnia z miłym zaskoczeniem stwierdzić, że nowa kelnerka naprawdę sobie radzi. Dziewczynie udało się nawet obsłużyć czterech mężczyzn oraz kobietę z dzieckiem, a na dodatek niczego nie potłukła oraz nie zepsuła. Kapłanka spędziła tam około godziny, wypełniając papiery dotyczące dzisiejszej sprzedaży alkoholi na terenie miasta. Nienawidziła tego, dlatego też praca szła jej mozolnie. Gdy tylko skończyła, udzieliła kolejnych „złotych rad” kelnerce i opuściła „Zieloną” karczmę. Po drodze na rynek spotkała swojego syna – Aleandra, szwędającego się, jak zwykle bez celu po mieście.
- No część synu.
- Dobry dzień.
- Ojca widziałeś?
- Nie. A co?
- Masz. Zanieś mu to.
- A skąd ja mam wiedzieć…No dobra, już niosę, poszukam go.
Tak, wystarczyło jedno odpowiednie spojrzenie. Dopiero, gdy młodzieniec zniknął za najbliższym rogiem, Veena zaczęła zastanawiać się czy postąpiła rozsądnie oddając mu te dokumenty. Jak zwykle nie rozważała tego zbyt długo i z optymistycznym podejściem do życia ruszyła w dalsza drogę na rynek.

16:34

Wracając po raz kolejny do karczmy Veena spotkała, ku swemu zadowoleniu Dislandila. Mąż zareagował na jej widok równie szczęśliwie, zerwał z pierwszego, lepszego klombu pierwszy, lepszy kwiat i podał jej, biorąc ja potem na ręce i witając się, jak najbardziej namiętnie. Potem dopiero pozwolił jej się odezwać.
- Dostałeś papiery, o wielki nadzorco?
- Eee…Ale ocb?
- Aha. Nieważne.
Dis potowarzyszył żonie aż do drzwi Kamyka, gdzie zostawił ją, udając się Bogowie wiedza gdzie. Veena zaś na wstępie opieprzyła kelnerkę, której tym razem nie udało się niczego nie potłuc. Trzeba przyznać, że kapłanka nakrzyczała na dziewczynę z wielką radością. Młoda pracownica oberży zlękniona i bliska płaczu zaczęła sprzątać bałagan, którego narobiła, a Veena udała się do swojego pokoju, by tam zając się pożytecznymi rzeczami, czyli leżeniu i gapieniu się w sufit.

18:16

Spokój drzemiącej oberżystki zakłóciło bębnienie do drzwi. Leniwie podniosła się na łokciach i wydobyła z siebie jakiś odgłos mający sygnalizować gościowi, że może wejść do środka. Całe szczęście wszyscy „pomocnicy” doskonale wiedzieli, co znaczy dany odgłos, tak i ten wpadł do środka z małą karteczką.
- Melduję, że mam wiadomość!
- Doprawdy?
- Tak jest!
- Czytaj bęcwale.
- „W parku o godzinie punkt dziewiętnasta trzynaście. Tam gdzie zawsze. Hail Browar!”
- Ehe…
- Melduję, że to wszystko!
- Dziecko, nie wrzeszcz. Kto cię nauczył tak wykrzykiwać, co to wojsko?
- Przepraszam!
- A idź ty w cholerę.
- Tak jest!
- A! Czekaj!
- Tak jest!
- Która godzina?
- Melduję, że godzina jest…Eee…Jest…
- Dobra, daruj sobie…Idź już.
- Jest osiemnasta dwadzieścia cztery, proszę pani!
- Dobra, won.
- Tak jest!

18:57

Śpiącą kapłankę obudziło kolejny raz walenie do drzwi. Tym razem gość wlazł bez pukania.
- Melduję, że spotkanie aktualne! I obecność obowiązkowa!
Veena nie zdążyła nawet zareagować, bo młody chłopak wybiegł szybciej niż wbiegł. Narzuciła, więc koc na głowę i nie przejmując się wiadomością zasnęła.

19:10

Spadłszy z łóżka, kapłanka wyplątała się z koca, który spadł razem z nią i zerwała się na równe nogi. Zmełła przekleństwo i poszybowała wręcz do łazienki, gdyż potknęła się o ów „plątliwy” koc. Z przykrością stwierdziła, że rozcięła sobie dolną wargę. Otarła krew i zmieniła ubranie na bardziej przystępne i wygodne, po czym najszybciej jak umiała wybiegła i zbiegła po schodach na dół o mało nie zabijając się o kolejne stopnie.
- Która godzina?
- Siódma piętnaście.
- To dlaczego nikt mnie nie obudził?!
Nie usłyszała już odpowiedzi, gdyż od razu po tych słowach wybiegła. Do parku nie było wcale daleko – jedyne piętnaście minut drogi biegiem. Na szczęście Veena posłużyła się swą bystrością i pomysłowością - pojechała konno. Z liśćmi i małymi gałązkami we włosach dotarła na umówione miejsce, gdzie siedzieli już Gertrud, Aranx oraz Janzon. Przywitali ją gromkim śmiechem i piwem.
- No. Wybaczcie.
- Nie martw się i tak nie ma wszystkich.
Wszyscy jednak zjawili się bardzo szybko. I równie szybko opróżnionych zostało bardzo wiele butelek z najróżniejszymi trunkami od wina jabłkowego, potocznie zwanego jabolem po krasnoludzką, najlepsza gorzałkę.

23:59

Tutaj skończył się ten jakże pracowity dzień. Niestety Veena nie zapamiętała zbyt dobrze tego zakończenia, gdyż zasnąwszy, obudziła się dnia następnego w południe pewna, że nadal jest w parku.

[+] Dislandil
[-] Dislandil




Dislandil - Nadzorca(Jest najwyższy stopień wtajemniczenia. Nadzorca jest kimś pokroju menadżera, który troszczy się o prawidłowe funkcjonowanie danej karczmy (każdy nadzorca otrzymuje pod swoją opiekę jedną karczmę – karczmy bez nadzorcy są pod opieką wielkiego piwosza). Odpowiadają przed nim wszyscy oberżyści, dzięki temu nie musi wszystkiego wykonywać sam – wystarczy, że wyda stosowne polecenia. Nadzorca odpowiada bezpośrednio przed wielkim piwoszem.), Zarządca (Jego miejscem działania jest siedziba frakcji. Dba o jej właściwą obronę oraz swoisty porządek. Organizuje także uczty i biesiady. Inną jego funkcją jest opieka nad rekrutami i uczniami. )



- Ehh... i po cholere mam to opisywac im.. - Dislandil najwidoczniej zdenerwowany lazil w kolko
- Bo tak nakazala Najstarsza, szefie. A wiesz przeciez ze "Niech sie dzieje wola Nieba... Z nią sie zawsze zgadzac trzeba" - Odpowiedzial mu Wernerius. Mlody skryba ktorego Dis kiedys zatrudnil jako pomagiera.
- Tak tak wiem. Dobra to od czego zaczniemy?
- No na pewno nie o Elfach zza wschodniej granicy. Moze o tym jak szef sie budzi?
- Jak to? Budze sie normalnie, jak kazdy. Otwieram oczy i juz. Co tu opisywac?
- No moze to tak bardziej lirycznie... na ten przyklad: "Gdy me oczy ze snu zbudzone..."
- Ta, srali muchy bedzie wiosna... Pisz ze sie budze.
- Zero poetyckiej duszy - Chlopak pokrecil glową i zaczal skrobac ostrzem piora po pergaminie.
Dislandil w tym czasie odpalil fajeczke i pociagnal pare glebokich wdechow aby ziele sie dobrze rozpalilo.
- No dobrze, to co dalej szef robi?
- Pozniej sie ubieram...
- ... Szefie, ale ja pytam co pozniej!
- Nie pyskuj!
Wernerius wywrocil oczami i zaczal pisac, sylabizujac glosno: "Uuu bieee raaam...". po czym spojrzal na drowa oczekujac ciągu dalszego wypowiedzi. Dislandil natomiast wypuscil z nozdrzy dym, krztuszac sie a do oczu naplynely mu lzy.
- Cholera! Mocne... to... gówno! - Cedzil slowa gdyz mocny tyton niemalze sciskal jego pluca oraz gardziel.
- Szefie, nie mam calego dnia. Napiszmy to i skonczmy... - Mlodzian najwidoczniej zniecierpliwiony uderzal ostrzem piora o blat stolika.
- No dobra dobra... Na czym skonczylismy?
Wernerius po raz kolejny wywrocil oczami, spojrzal na pergamin i zaczal czytac glosno:
"Fragment pamietnika Dislandila v'Mithrall mistrza mego i pana, co nastepuje:
Poranek - czyli rozbudzenie duszy i ciala.
Wpierw sie budze jak kazdy zwykly zjadacz chleba. Z loza wstaje by na wpol zgiety ucalowac w policzek zone swą Veene. Nastepnym mym celem jest komoda w ktorej to lachmany me przyodziewam. Kolejnie zrywam kwiat z ogrodu mego by polozyc obok sniacej jeszcze lubej mej. Nastepnie na Arene me nogi mnie kierują aby tam rozpoczac trening mego ciala..."
- Dobre! No to teraz skrobnij tam.. ze ide na obchod do karczmy
- Mhm..."po wysilku czas na codzienny obchod przybytku mego jakim jest Zielony Kamyk. Tam natomiast witam zonę mą oraz rozstawiam meble aby goscie mogli spoczac wygodnie w fotelu czy innym siedzisku i w spokoju napic sie piwa czy zjesc cieplej strawy"
- No mowie przeciez...
Wernerius westchnal i zapisal owe zdanie na papirusie
- Szeeefie! Co dalej – rzekl niepewnie
- No jak to co? – ryknał prawie na niego Dislandil po czym zaciagnal sie znowu - Teraz pisz o tym ze popoludniu kontroluje pracownikow frakcji.
Mlodzieniec tak tez uczynil.
- No to nadzoruje je szef do samego wieczora -wyjeknal
- Tak, tak, tak... I jeszcze na koniec napisz tez cos o duzym lozku i goracej kapieli - Drow sie chyba rozmarzyl
- No dobrze. To chyba mamy juz wszystko...
- No! I bardzo dobrze, a teraz zanies to Gertowi i popros ladnie zeby mnie nie dreczyl wiecej takimi zadaniami bo sczezne!
- Jak sobie zyczysz szefie -chlopak blyskawicznie zwinal kartke i wyparowal z komnaty.
Dis podszedl do okna i znowu sie zaciagnal, kaszlac przy tym.
- Czego to juz nie wymysla -parsknal - zebym ja pamietnik pisal...

[+] Janzonus
[-] Janzonus




Janzonus - Degustator(Osobnik który zdobędzie doświadczenie oberżysty doświadcza awansu. Zaczyna się teraz zajmować degustowaniem trunków. Sprawdza jakość dostaw alkoholu spoza granic miasta oraz współpracuje z laborantami próbując ich majstersztykowe trunki. Jest to funkcja o tyle przyjemna co niebezpieczna, gdyż w laboratorium zadażają się czasem błędy... ), Skarbnik(Odpowiada za finanse oraz magazyny SFPP. Jego niechlubne zadanie polega na wyliczaniu miesięcznej pensji dla każdego członka frakcji (która jest zależna od tego jak bardzo się ów człek zasłużył) oraz prowadzenia inwentaryzacji. )



Noc, a dokładniej wczesny ranek. Wracam podchmielony na kwaterę. Gdy po 30 minutach udaje mi się sforsować drzwi, przygotowuje sobie zestaw antykacowy i idę spać

Zostaje obudzony przez Dis koło południa. Coś mówi, ale jedyne co do mnie dociera to pulsujący ból głowy. Rozglądam się po pokoju i dostrzegam, że ktoś życzliwy zostawił koło lóżka butelkę z mętną cieczą. Biorę kilka łyków i od razu czuję się jak nowo narodzony. Ubierając się słucham, o co znowu chodzi mojemu elfiemu przyjacielowi od szklanki. Za pół godziny jest Ławkon i pyta się czy przyjdę. Powiedziałem, że będę i niech spada, bo muszę się doprowadzić do używalności.

Gdy znalazłem się w holu głównym, reszta (Dislandil, Veena, Aranx) już na mnie czekała. Ruszyłem w stronę wyjścia, aby udać się do parku, jednak Dis mnie zatrzymał i kazał się gapić na to, co robią z Aranxem. Padli przed ścianą na kolana i zaczęli, jak to nazwali, „trzaskać allachy”. Po chwili w podłodze otworzyła się zapadnia, i z podziemi wyjechała Ławka. Okazało się, że postanowili Ją tu przenieść, bo park zaatakowali dziwni ludzie w czerwonych płaszczach.

Gdy impreza już dogasała, ktoś zaczął łomotać w główne wrota. Sądząc po odgłosach to w zasadzie kilku ktosiów. Siedziałem zdębiały i usiłowałem zrozumieć co się dzieje… Po chwili wrota padły, i do środka zaczęli się wsypywać jacyś dziwni ludzie. Mieli na sobie tylko przepaski biodrowe i czerwone płaszcze. Dzierżyli w dłoniach duże, okrągłe tarcze i długie włócznie. Na oko było ich około 299. Otrząsnąłem się, wziąłem Veena i Aranx pod pachę, Disa obudziłem kopem i uciekłem przez dziurę w ścianie. Na początku zyskaliśmy przewagę, jednak gdy musieliśmy biec pod górkę, zaczęli nas doganiać. Żeby opóźnić pościg, rzuciłem za siebie dwie kolczatki, które niosłem pod pachą. Dzięki temu zyskaliśmy kilka dodatkowych minut, gdyż poprzebijały im się kopyta mułów. Jednak dogonili nas znowu, gdy dobiegaliśmy do latryn. Nie namyślając się wiele wskoczyłem do kibla i pociągnąłem spłuczkę. Po chwili „podróży” w ciemnej róże znalazłem się, wraz z moim towarzyszem w jakimś podziemnym korytarzu. Zaczęliśmy się zastanawiać co dalej, kiedy nagle z tej samej rury wypłyną potężny czarnoksiężnik. Złapałem go za gardło i ścisnąłem wiedząc, że musze go zabić zanim zdąży rzucić zaklęcie. Ubiegł mnie Gertrud, ćwicząc na nim tracheotomie, sztyletem wydobytym z buta. Zostawiliśmy trupa i zaczęliśmy biec wzdłuż tunelu. Po długim biegu dotarliśmy do zakamuflowanej mleczarni. Jako przedstawiciele SFPP, postanowiliśmy ukrócić ten nielegalny proceder. Weszliśmy do środka, i zażądaliśmy widzenia z kierownikiem. Gdy ten po chwili przyszedł Gert zaczął wypisywać mu mandat i nakaz zamknięcia lokalu. Jednakże Boss począł nas przekupywać, oferując na prace bardzo dobrze płatną pracę przy wypalaniu nabiału. Na początku wahałem się, ale gdy zaoferował płacę rzędu 30 dukatów za godzinę skapitulowałem. Gert został „kupiony” stanowiskiem zastępcy Bossa i pensją w wysokości 50 dukatów za godzinę. Pracę zaczęliśmy od razu, aby zdążyć na konkurs. Po 8 udawania, że się cos robi, rzuciłem narzędzia w kąt i pobiegłem po Gertruda. Po chwili już biegliśmy w stronę wieży kapituły gdzie miały się odbyć wybory miss Silizardu. Niestety zdążyliśmy dopiero na ogłoszenie wyników. Zwycięzcą był…

Pierwszą rzeczą, jaką poczułem było to, że ktoś mnie szarpie za ramie. Zaraz po tym zalany paraliżującym bólem głowy. Ktoś wlewa mi coś do gardła. Smakuje okropnie. Śmierdzi straszliwie. Ten smak wszędzie rozpoznam, goblińska wódka – jedyna rzecz, która pomaga mi na kaca. Po chwili doszedłem do siebie, błogosławiąc w myślach tego, kto zaaplikował mi wodę ognistą. Rozejrzałem się po pokoju. To był Aranx. Wyglądał na to, że jest ostro wkurzony.
- Janz, Znowu KURWA przespałeś cały dzień!
-Ale…
-Żadnych ale! Spróbuj mi tylko juto nie przyjść od roboty. To wychłoszczę cię nahajką na kamieniu, podczas recytowania Ustawy Finansowej, a potem naśle na ciebie pijanego Disa.

Po krótkiej dyskusji wyrzuciłem go z pokoju. Nakarmiłem chochlika w budziku, nastawiłem go jutrzejszy poranek i poszedłem spać.

[+] Aranx
[-] Aranx




Aranx - Laborant(Doświadczony degustator staje się Laborantem. Poprzednie obowiązki idą w niepamięć, a w ich miejsce przybywają nowe. Miejsce pracy laboranta to siedziba frakcji. Mieści się tam pilnie strzeżone laboratorium, gdzie wynajduje się oraz testuje nowe, dziwne przepisy na trunki. Praca laboranta jest nadzwyczaj odpowiedzialna oraz niebezpieczna. Jedną z jej największych zalet jest to, że daje prawo do rozporządzania rzemieślnikami. ), Skryba(Powiadają na niego „prawa ręka wielkiego piwosza” bowiem to właśnie on jest osobą do której powinny trafiać informacje od innych członków. Zbiera je oraz porządkuje, a następnie przedstawia mistrzowi. Odpowiada także że wiele technicznych oraz formalnych spraw frakcji.)



Dziennik badawczy
godzina... (Na wielkie cycki najstarszej! Toż to już ranek!) ranna.

Niestety całonocne próby spełzły na niczym. W dalszym ciągu nie udało się dokonać "coagulatio" roztopionego złota. Prawdopodobnie proces musi być przeprowadzany w określone dni. Następne podejście odbędzie się w noc przesilenia.

Eksperyment numer 43
Nieprzespana noc stwarza wprost idealną okazję by dokonać kolejnego testu Mikstury wypoczynku. Wedle moich obliczeń jej działanie powinno być analogiczne do ośmiu godzin snu. (A teraz głęboki wdech! No dalej stary dasz radę... blah.. ależ to wstrętne.) Tak jak się spodziewałem, orzeźwia i regeneruje siły witalne za jednym podejściem. Do wykonania; poprawić smak.

Luźne zapiski
Podczas śniadania dane mi było spotkać przełożonego.
(-Dis mordo ty moja!
-Aranx jest sprawa.
-Mianowicie?
-Ławka...)
Powierzył mi on sprawę niezwykłej wagi. Jeśli dobrze się spiszę to kto wie? awans? sława? kobiety? Póki co trzeba zająć się kwestią odpowiedniego napoju, ale tego dopilnuję sosbiście już w laboratorium.

Dziennik badawczy
południe

Prace nad specjałem ławki postępują, trunek nabiera mocy w zastraszającym tempie. Mam tylko głęboką nadzieję iż nie wybuchnie jak poprzednim razem. Za trzy godziny powinien być gotowy.


Eksperyment numer 81
Dostarczone przez Janzonusa odpowiednie części posłużą teraz do budowy prototypu nowej broni.
(-Aranx ty jesteś pewien że ta rura to wytrzyma?
-Spokojna twoja rozczochrana przyjacielu, nie takie rzeczy przetrwała ta pracownia.
- I tego właśnie się boję...)
Materiałem użytym do odpalenia będzie specjalny magicznie rafinowany proch "patrz eksperyment 79". Za pocisk posłuży stalowa kula o średnicy trzech cali.
Ostateczna próba nastąpi w sali ćwiczebnej magów gdzie...
(Ej! Gdzie z tym świecznikiem?! O KURWA! Padniiiiij!)
Test z przyczyn niezależnych ode mnie dobył się jednak w laboratorium, przynosząc nader pozytywne efekty.
(A teraz zasuwaj po murarza, Do wieczora ta ściana ma znów tu stać. Co? Nie obchodzi mnie to jak to zrobisz.)


Luźne zapiski
Do zrobienia;
- posprzątać "Miejsce Libacji i Odpałów Wszelakich" - w domyśle Ławkę
- zająć się alkoholem
- zorganizować zakąski
- powiadomić członków SFPP
- znaleźć kogoś kto zrobi to wszystko za mnie
(Hej chłopcze! Tak ty! Chcesz zarobić trochę złota?)

Dziennik badawczy
godzina 15

(tu wstawić wiązkę siarczystych przekleństw) Niestety pozyskiwanie Ławkowego trunku zakończyło się fiaskiem. Produkt reakcji ma zielony kolor, konsystencję bułki oraz...
(Hmmm... w sumie to czemu nie, spróbować zawsze można...ghyyyy) jakieś 80% etanolu. Będzie idealnym dopełnieniem całej oprawy. Pozostaje tylko zrobić z tej masy pigułki.

Eksperyment numer 22
Dzisiejsza noc - a właściwie jutrzejszy ranek - będzie znakomitą okazją by przetestować Tynkturę Antykaca. Zabieram fiolkę owego płynu ze sobą.


Luźne notatki
Uroczystość Ławkona przebiegła nad wyraz kulturalnie (Ej kurwa podaj mi tamtą flaszkę), bezpiecznie (Chłopaki nie wysadzajmy już nic w powietrze dobrze?) i z umiarem (Rhhheeeekhhhord łoooosssjjeemmnasssciiiieee). Niestety w tym całym zamieszaniu musiałem pomylić zielone pigułki z zakąską (Dooobry spiryt dooobryy. O jaka fajna zielona zagrycha!) w wyniku czego straciłem przytomność. (Patrzcie Aranx nie żyje! Hahahahahaha!)


Dziennik badawczy
godzina trudna do ustalenia

W wyniku olbrzymiej dehydratacji mózgu postanowiłem zaniechać dzisiejszych badań.

Eksperyment numer 22
Tynktura nie działa nawet w najmniejszym stopniu.
(Ała... moja głowa... wodyyyyyy)

[+] Kazuya
[-] Kazuya




Kazuya - Uczeń(Zaraz po wstąpieniu do frakcji i przejściu inicjacji dany osobnik staje się uczniem. Powierzane są mu głównie prace fizyczne. Rzadko kiedy otrzymuje ważniejsze zadania. Często jest wykorzystywany do przekazywania informacji lub dostarczania przesyłek. Z czasem zostaje wdrażany w tajniki produkcji alkoholu. )


Jak co dzień rano, po porannej gimnastyce udałem się do łaźni, by obmyć swe ciało. Tam, od niezwykle urodziwej posłanki, otrzymałem wiadomość: Mam zapieprzać na obchód magazynów. No jasne, jak zwykle, kiedy dzień się świetnie zapowiada, trzeba go przerwać żeby pracować. Jedynym plusem było to, że posłanka doskonale zajęła się mną podczas kąpieli. Po kąpieli ubrałem się i poszedłem na śniadanie, trzeba przyznać, że nie śpieszyło mi się na obchód, bądź co bądź, wiedziałem, że zleci mi na tym dobrych kilka godzin. Około południa, wziąwszy miecz oraz sakwę wyruszyłem w drogę. Idąc i rozmyślając uznałem, iż warto byłoby raz jeszcze przeczytać wiadomość, bo samo zwiedzanie magazynów zbyt prostą robotą się wydawało. Moja intuicja mnie nie zawiodła, drobnym pismem, zaraz pod „Dzisiaj ty idziesz na obchód” było napisane: „Doszły mnie słuchy, że z magazynów ginie piwo. Sprawdź to, i w razie możliwości: wyjaśnij” – Jak zwykle, kurwa, wszystko na mojej głowie, tylko jakiś problem: Napiszcie do Kazui. Przez resztę drogi byłem zajęty wyłącznie klnięciem. Po krótkim marszu byłem na miejscu. Pierwszy magazyn, najbardziej oddalony od rynku, w podgrodziu, byłem pewien że to tu zdarzają się kradzieże i skrupulatnie zbadałem raporty magazynierów. Wielkie było me zdziwienie, gdy okazało się że to jednak nie tu. Zauważyłem jednak, iż niektórzy pracownicy się opierdalają, i pracują tylko, gdy patrzy ktoś z wyżej postawionych. Trzeba będzie coś z tym zrobić, pieprzone obiboki, przez takich tracimy pieniądze... dopełniłem formalności i wyruszyłem w drogę. Zwiedziłem jeszcze dwa magazyny na podgrodziu, lecz w obu wszystko było jak należy, a zajrzałem we wszystkie zakamarki, i dokładnie wypełniłem formalności... więc problem był w którymś z miastowych magazynów, dziwne – myślałem – są one dobrze strzeżone, trzebaby chyba być, albo głupcem, albo niezłym desperatem. W ostateczności: posiadać świetne kontakty i ciągle pełną sakwę, ciekawe – która z frakcji chciała położyć łapę na naszym interesie.
Po krótkim namyśle ruszyłem, wprost do największego magazynu. No nie! To muszą być nieźli głupcy, skoro ważą się okradać nasz największy magazyn! Piwnice prawie puste, natomiast, o dziwo, główna hala nietknięta. O dziwo, żaden ze stróży nocnych nic nie widział, za to każdy ma kaca. Gdyby nie to, że nie wierzę, aby ktokolwieg był w stanie wypić 40 baryłek piwa w jedną noc, pewnie jeszcze teraz by wisieli. Zacząłem badać ślady i przesłuchiwać pracowników. Zoltan, magazynier podobno coś widział z rana, ale nie jest pewien, bo odjechali tylko jak przyszedł, jakiśch ludzi na wozach i ubranych na czarno. Podobno odjechali w kierunku podgrodzia. Było już sporo po porze obiadowej, a ja ciągle o śniadaniu. „Im prędzej skończę, tym prędzej zjem” – z tą myślą wyruszyłem, jedynym miejscem w którym bezpiecznie możnaby ukryć tyle piwa, pobliski las, w którym znajdowała się opuszczona chata, w której mieszkał kiedyś jeden drwal. Podróż nie była najkrótsza, a do tego bezowocna. Dom był pusty, a w pobliżu ani śladu piwa. Poddałem się i skierowałem swoje kroki do jednego z domów uciech cielesnych. Zamówiłem jak zwykle, Glorię, i obiad do pokoju. Byłem zamyślony, i chyba z tego powodu, po wejściu po schodach, poszedłem prosto, zapominając o tym, że pokój Glorii jest po lewej. Otworzyłem drzwi i potknąłem się o coś, co, jak się potem okazało: Było ciałem spitego do nieprzytomności drowa. Wyrżnąłem głową o podłogę. Leżałem tak, by w końcu podnieść się i dojrzeć najdziwniejszy widok w moim życiu: Caluuuuuuuuutki pokój zastawiony beczkami, a po otwarciu jednej z nich, z moich ust wyrwało się tylko jedno słowo „Piwo”. Więc to tutaj była nasza zguba. Spojrzałem na drowa z żądzą mordu w oczach. Był to Mahrrak, jeden z tutejszych „Panów od uciechy”. Dobudziłem go, ale trzeba przyznać że chyba nie było to dla niego miłe. No, możliwe że ktoś lubi bycie kopanym po żebrach, ale on na pewno nie. Krótko wyjaśniłem mu w czym rzecz – „Tak jessssst Kochanie” z jego strony wystarczyło mi by zostawić go tu, związanego, aż do wytrzeźwienia. Poszedłem do pokoju Glorii (Dziewczyna z każdym spotkaniem robi się coraz lepsza!), poczym zjadłem obiad, kiedy wróciłem do Mahrraka już zmierzchało. Jeszcze raz wziąłem się za wyjaśnianie sprawy – „Nie, nie, to już tu było, znalazłem to, aaaaa!”. Doszedłem do wniosku – Skoro beczki zostały skradzione z naszego magazynu, i są przechoywane w NASZYM domu uciech, to nie ma innej możliwości niż ta, że to był ktoś z nas”. Byłem pewien tylko jednego, to nie byłem ja. Wróciłem do głównej siedziby frakcji i zdałem raport, zabezpieczenie pokoju ze skradzionym piwem, ani szukanie zdrajcy w naszych szeregach nie było już moim zadaniem. Krótko po tym wróciłem do karczmy, zjadłem sutą kolację (tym razem mięso kucharzowi udało się znakomicie!) i skierowałem swe kroki do pokoju, by zacząć pisać ten oto wpis. Za moment, o ile wszystko dobrze pójdzie, idę spać. Uhm, słyszę pukanie do drzwi, ciekawe czy to ta młoda elfka z którą się wczoraj umówiłem.

[+] Gertrud
[-] Gertrud




Gertrud - Wielki Piwosz (Najważniejszy urząd SFPP. Wielki piwosz dba o wszystkie najważniejsze sprawy frakcji. Odpowiadają przed nim wszyscy członkowie. Kadencja wielkiego piwosza trwa 6 miesięcy. Po tym czasie rozpisuje się wybory. Członkowie decydują o tym, czy urząd ten będzie sprawowany dalej przez tą samą osobę czy może inną. Dzięki temu każdy we frakcji może mieć wpływ na jej losy.)


To był cholernie dziwny dzień! Gdy tylko się obudziłem, wiedziałem że coś jest nie tak. Jakby jakaś dziwna aura unosiła się w powietrzu i szeptała cicho do ucha „Tego dnia nie zapomnisz do końca życia”. I faktycznie nie zapomnę.

Woda w łaźni była przygotowana jak co dzień i jak co dzień pływały w niej włosy. Dlaczego? Otóż moja krasnoludzka natura nie pozwala na wczesne wstawanie, więc robię to dopiero gdy w samo południe promienie słońca wpadające przez okno nie dają mi spać. Niestety tym samym jestem ostatnią osobą która odwiedza łaźnie... Muszę coś z tym zrobić. W siedzibie przydałoby się zatrudnić większą ilość służby!
Na śniadanie znowu gotowane mięso! Ile razy mam powtarzać tej trzeciorzędnej gnomiej kucharce, że ma je piec?! Co mnie obchodzi, ze tak jest zdrowiej?! Jak tak dalej pójdzie to schudnę!
Uwielbiam wypełniać druki... To nudne jak pogrzeby. Tu trzeba podpisać, tam napisać... W co ja się na psie gnaty wpasowałem? Jam stworzony do topora, a nie pióra!
Zbliżało się południe kiedy w końcu skończyłem z papierkową robocizną i opuściłem siedzibę. Jak zwykle na ulicach tłok. Toć ten Silizard jest bardziej zatłoczony niż mrowisko. Przydałaby się tu jakaś wojna. O tak wojna! Żeby w końcu te cherlawe młokosy z Ostrzy zdobyły trochę doświadczenia. Oczywiście jeśli nie czmychną z pola bitwy...

Kradzież jest dla krasnoluda najgorszą rzeczą. Tak my nie kradniemy, jak nikt nie ma prawa nas okradać! Pamiętam jak w Mandabamie nigdy nie zamykało się domów, czy kufrów. Oczywistym jest, ze krasnolud nie okradnie nikogo a tym bardziej swego brata bo to plama na honorze! Zaś gdyby nas ktoś okradł... *kleks*
Niebawem się dowiem gdzie jest ta dostawa piwa! A jak już się dowiem to ten kto za tym stoi będzie wypatroszony i powieszony przed wejściem do siedziby! Niepodobnym jest, żeby strzeżona przez szwadron najemników karawana zapadła się pod ziemię! *kleks* Wysłałem dwie grupy na poszukiwania i poinformowałem Ostrza, ale na nic to! Jeśli się nie odnajdzie to nie dość, ze stracimy dobrego kupca to jeszcze wybulimy 3000 dukatów za opóźnienie transportu i złamanie warunków kontraktu. Cholerni rabusie! Że też sam nie pojechałem za tą karawaną! Złoiłbym skórę Bartoszkiem to by nauczyli się, że konwoje SFPP są nietykalne!

Szlag! Najemnicy znaleźli karawanę w rowie godzinę drogi za miastem. Na gromy i pioruny – byłą pusta! Zuchwalcy! Woźnica powiedział, że napadła ich gromada orków. A ja się pytam: Po jaką cholerę orkom wyborowe piwo?!

Postanowione! Sam ich wytropię! Same warcholstwo w tej frakcji, a ostrza w ogóle jakieś takie niemrawe. Jak sobie krasnolud sam nie pomoże, to nikt mu nie pomoże!

Znalazłem obóz orków. Jak tam znowu gromada?! Przecież to zaledwie mała grupka! Cherlakowate to towarzystwo co strzegło naszej karawany! Wyciąłem bydlaków w pień, ale załadunku nie ma. Wiem, że go nie wypili, bo byli trzeźwi. Więc co się na płaz topora z nim stało? *kleks*

Wróciłem do miasta i myślałem że sczeznę. Jakiś pies otwiera sieć kramów monopolowych. Co to ma do jasnej cholery znaczyć?! Czyż SFPP nie miało monopolu na handel i produkcję alkoholu?! Natychmiast odwiedziłem Najstarszą. Wpadam do jej Sali i co widzę? Jakiś czterech młokosów podsuwa jej pod nos jakiś dokument i szczerzy zębiska. „No tego już za wiele!” – pomyślałem i na wstępie huknąłem jednemu w ucho... No dobrze... To była twarz... Ale wstał po chwili! Po dłuższej chwili przekomarzań i kłótni wszystkich wyprowadzono przed budynek. I się do pierona nic nie dowiedziałem! Choć mam satysfakcję, bo chłystków stłukłem na kwaśne jabłko.

Niejaki Gardaf jest właścicielem tej nowej sieci kramów (powiedział mi to jeden z tych cwaniaków – byli tylko posłami i mieli zadanie nakłonić najstarszą do wydania pozwolenia na stworzenie konkurencji dla SFPP). Więc postanowiłem mu złożyć wizytę. A że nie było to trudne, bo wynajął pokój w zielonym kamyku, to zrobiłem to z nadzwyczajną prędkością... i impetem (Dis mnie zabije za te wyważone drzwi). Z początku nie chciał nic powiedzieć, ale użyłem pewnych „argumentów” (swoją drogą ciekawe, czy mu się ta ręka zrośnie jeszcze kiedyś) i w ten oto prosty sposób wiem już, że mój alkohol wcale nie wyparował. Ba! Jest nawet bardzo blisko! Czas zwiedzić kanały pod Silizardem!

Na psią mać! *kleks* Cuchnę jak krokodyl! *plama* Ale opłacało się! Alkohol został odnaleziony! Przemilczę to, że ubyły dwie skrzynki. Musiałem ubić kilku zbyt zapalczywych miłośników złocistego płynu. Dobrze że Ostrza mi przydzieliły mały oddział ludzi (chyba nie byli z tego zbytnio zadowoleni). W sumie to nie tacy tragiczni oni w boju. Przypuszczałby ktoś, że za rabunkiem piwa stali ci najemnicy, których wynająłem do jego ochrony? Oj z przyjemnością ich wytłukłem tam w tych ciemnościach. Zaraz potem robotnicy przenieśli ładunek z powrotem do magazynów. Mój dobry przyjaciel Gardaf szybko opuścił miasto, a monopol na sprzedaż i produkcję alkoholu został w rękach SFPP. I tu mnie dręczy pewna myśl: Gdzie do cholery była reszta frakcji kiedy ja się z tym musiałem uporać?! Muszę szybko wziąć się za Przyjaciół Piwa i tą beznadziejną gnomią kucharkę, bo jeśli tak ma być dalej, to niedługo stary krasnolud będzie wąchał kwiatki od spodu.

*na końcu jest dużo bazgrołów*








Chcesz do nas dołączyć? Nie czekaj! Napisz PW do mistrza frakcji!





Silizard.pl: Fantastyka, Drama, Mechanika, Opowiadania, Fantasy, RPG Klan, Chat Fantasy, Systemy, Klan, Odgrywanie Postaci, RPG - Role Playing Games, PBCH - Play by Chat, Klimat, Gry Fabularne, Czat Fantasy


Stat od: 18 lip 07 UIP: 3923 VIS: 13340 PG: 30589 Smok 2007